Strach przed mikroplastikami: naukowcy kwestionują powszechne twierdzenia na temat plastiku w ludzkim ciele

9

Najnowsze doniesienia prasowe twierdzące, że mikroplastiki są wszechobecne w organizmie człowieka – w mózgu, krwi, łożysku itp. – spotykają się z poważną krytyką. Czołowi naukowcy uważają, że wiele z tych odkryć może wynikać raczej z zanieczyszczenia, wadliwych metodologii lub zwykłych błędów, a nie z faktycznej obecności cząstek plastiku w tkance ludzkiej. Chociaż zanieczyszczenie tworzywami sztucznymi jest z pewnością kryzysem globalnym, skala jego wpływu na rynek krajowy pozostaje w dużej mierze nieudowodniona, a pośpiech w publikacji wstępnych wyników może obrócić się przeciwko nauce.

Problem z wykrywaniem plastiku

Badania nad mikroplastikami (MP) postępują szybko na przestrzeni lat, ale pomiar ich w próbkach biologicznych jest niezwykle trudny. Cząsteczki są maleńkie, na granicy obecnych możliwości analitycznych i można je łatwo pomylić z innymi substancjami. Kilka głośnych badań zostało już oficjalnie zakwestionowanych, a naukowcy wskazali na brak kontroli zanieczyszczeń, słabe etapy walidacji i biologicznie nieprawdopodobne wyniki.

Jedno z najczęściej cytowanych badań opisujących obecność mikroplastików w ludzkim mózgu zostało szybko zakwestionowane przez ekspertów, którzy zauważyli, że tłuszcze w tkance mózgowej mogą naśladować sygnał emitowany przez zwykły plastik. Jeden z badaczy z Centrum Badań Środowiskowych im. Helmholtza bez ogródek nazwał tę pracę „żartem”, sugerując, że rosnący wskaźnik otyłości może wyjaśnić obserwowaną tendencję, a nie akumulację plastiku.

Dlaczego to ma znaczenie: złe dane mogą cofnąć zasady

Stawka jest wysoka. Przesadne wnioski mogą spowodować nadmierne przestraszenie społeczeństwa, zniekształcenie decyzji politycznych i dostarczenie amunicji lobbystom branżowym, którzy lekceważą uzasadnione obawy dotyczące ochrony środowiska. Ograniczanie narażenia na plastik za pomocą prostych środków, takich jak filtracja wody i wentylacja pomieszczeń, jest rozsądnym środkiem ostrożności, ale panika oparta na niepewnych podstawach naukowych może przynieść efekt przeciwny do zamierzonego.

Dziedzina badań jest wciąż młoda i pilnie potrzebne są lepsze metody. Naukowcy zgadzają się, że zanim będzie można wyciągnąć ostateczne wnioski, konieczna jest współpraca między badaczami medycznymi i chemikami analitycznymi, a także jaśniejsze standardy.

Granice współczesnej analizy

Jedna z powszechnych metod pomiaru MP, Py-GC-MS (analiza parowania próbki i pary), sama w sobie podlega krytyce. Niektórzy naukowcy twierdzą, że daje to zbyt wiele wyników fałszywie dodatnich, ponieważ niektóre cząsteczki tkanki ludzkiej mogą naśladować sygnał plastiku. Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie w Queensland wykazało, że w 18 poprzednich badaniach nie uwzględniono tego ryzyka.

Debata nie ma nic wspólnego ze złymi zamiarami, ale z trudnością w dokonaniu dokładnych pomiarów. Nauka jest niedojrzała, a wielu laboratoriom brakuje wiedzy specjalistycznej umożliwiającej przeprowadzanie wiarygodnych analiz. Jak ujął to jeden z badaczy: „Większość… niskiej jakości prac analitycznych pochodzi od grup składających się z lekarzy lub specjalistów metabolomiki… nie kierują się oni wiedzą z zakresu chemii analitycznej”.

Wielki obraz

W ostatnich dziesięcioleciach produkcja tworzyw sztucznych gwałtownie wzrosła, a planetę zanieczyszcza już 8 miliardów ton. Choć kryzys środowiskowy jest realny, pochopne wyciąganie wniosków na temat jego skutków krajowych może prowadzić do błędnych przepisów.

Na razie eksperci zalecają umiarkowane podejście: ograniczanie narażenia na plastik tam, gdzie to możliwe i wymaganie bardziej rygorystycznych badań przed wyciągnięciem ostatecznych wniosków na temat zagrożeń dla zdrowia związanych z mikrodrobinami plastiku w organizmie człowieka. Prawda jest taka, że ​​nadal niewiele wiemy na pewno.