AI, prawa autorskie i przyszłość pracy twórczej

21

Rozwój sztucznej inteligencji wymusza ponowne przemyślenie prawa autorskiego, co ma wpływ na każdego, kto tworzy lub konsumuje treści cyfrowe. Od zdjęć i wpisów na blogach po muzykę i kod – większość ludzi jest właścicielami praw autorskich, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy. Narzędzia generujące sztuczną inteligencję – chatboty, generatory obrazów i nie tylko – wywracają do góry nogami ustalone normy, wywołując spory sądowe i zmuszając twórców do zmierzenia się z nową rzeczywistością, w której ich prace można kopiować, remiksować i potencjalnie wykorzystywać bez pozwolenia.

Sedno problemu jest proste: modele AI wymagają ogromnych ilości danych do wytrenowania. Firmy technologiczne agresywnie zbierają treści z Internetu, często bez jasnych umów licencyjnych lub przypisania, aby poprawić wydajność swojej sztucznej inteligencji. Doprowadziło to do gwałtownego wzrostu liczby procesów sądowych, w tym głośnych spraw, takich jak The New York Times przeciwko OpenAI, w których wydawcy zarzucają nieuprawnione wykorzystanie ich materiałów w szkoleniach dotyczących sztucznej inteligencji. Do walki prawnej włączyła się także Ziff Davis, spółka-matka CNET, zarzucając OpenAI naruszenie praw autorskich.

Sytuacja prawna jest niejasna. Chociaż prawo autorskie tradycyjnie chroni dzieła oryginalne, kwestia, czy treści generowane przez sztuczną inteligencję same w sobie podlegają prawu autorskiemu, pozostaje nierozwiązana. Amerykański Urząd ds. Praw Autorskich orzekł, że ochrona nie obejmuje materiałów wygenerowanych wyłącznie przez sztuczną inteligencję, ale treści edytowane lub manipulowane przy użyciu narzędzi sztucznej inteligencji mogą się kwalifikować, pod warunkiem że użytkownik ujawni zastosowanie tej technologii.

Większy konflikt koncentruje się na tym, czy firmy zajmujące się sztuczną inteligencją mogą legalnie wykorzystywać materiały chronione prawem autorskim do trenowania swoich modeli. Niektóre firmy twierdzą, że wchodzi to w zakres „dozwolonego użytku”, doktryny prawnej zezwalającej na ograniczone wykorzystanie materiałów chronionych prawem autorskim do celów przekształceniowych. Google i OpenAI lobbują za tym wyjątkiem, argumentując, że jest on niezbędny dla kontynuacji innowacji, a nawet stanowi kwestię bezpieczeństwa narodowego. Twórcy obawiają się jednak, że faktycznie da to gigantom technologicznym prawo do swobodnego wykorzystywania ich twórczości, podważając ekonomiczne podstawy przemysłów kreatywnych.

Kilka niedawnych spraw sądowych sprawdza te granice. Zarówno Anthropic, jak i Meta wygrały orzeczenia na swoją korzyść, argumentując, że korzystanie przez nich z książek chronionych prawem autorskim było „wystarczająco transformacyjne”, aby kwalifikować się jako dozwolony użytek. Jednak wynik ten nie jest powszechnie akceptowany: ponad 400 pisarzy, aktorów i reżyserów wezwało niedawno decydentów do odrzucenia ogólnego wyjątku dotyczącego dozwolonego użytku dla sztucznej inteligencji. Spory nie dotyczą wyłącznie niuansów prawnych; mówimy o fundamentalnej wartości pracy twórczej.

Ostatecznie przyszłość praw autorskich w dobie sztucznej inteligencji będzie zależeć od tego, jak zrównoważymy innowacje z prawami twórców. Obecny system jest obciążany przez nowe technologie i decydenci muszą zdecydować, czy przepisy dotyczące własności intelektualnej mają przede wszystkim na celu efektywność ekonomiczną, czy też zachęcanie i nagradzanie ludzkiej kreatywności. Podjęte dziś decyzje określą nie tylko krajobraz prawny, ale także przyszłość ekspresji artystycznej i ekonomiczną opłacalność pracy twórczej.