Oglądam za dużo programów telewizyjnych. Praca tego wymaga. Wieczorem, żeby się odprężyć, zazwyczaj wpadam w panikę i szukam na Netfliksie czegoś, co wyłączy mi mózg i nie będzie wymagało myślenia. Chciałem komfortu. Zamiast tego dostałem program *Najgorszy sąsiad wszechczasów. Technicznie rzecz biorąc, pasuje do opisu. Jednak z merytorycznego punktu widzenia jest to katastrofa. Ostatni odcinek sprawia, że nowy sezon jest jeszcze bardziej przerażający. I co najbardziej zaskakujące: zasypiam słuchając horrorów o prawdziwych zbrodniach.
Rozszerzanie geografii antologii
To najnowszy wpis w antologii Najgorsze… Ever wydawnictwa Blumhouse. Wcześniej były „Najgorszy były partner wszechczasów” i „Najgorszy współlokator wszechczasów”. Format jest ten sam: prawdziwe historie o ludziach, którzy zaufali niewłaściwym obcokrajowcom. A potem zaufali im jeszcze bardziej. W rezultacie zginęli lub zostali ranni.
Ten sezon ma cztery odcinki. Cztery historie niewyobrażalnej przemocy. Sąsiad przeciwko sąsiadowi. Nie będę wdawał się w szczegóły. Spoilery psują wrażenia i chcę, żebyś sam doświadczył tej deprawacji. Podobnie jak poprzednie odcinki, każdy odcinek będzie przewyższał poprzedni. Pokazuje, do czego zdolni są ludzie, gdy zawodzi wymiar sprawiedliwości i niedostępna jest pomoc w zakresie zdrowia psychicznego.
Oglądanie takich programów nie jest zbyt mądre. Ale ich absolutna podstępność w jakiś sposób działa uspokajająco.
Pomyśl o tym. Twoje życie to chaos. OK. Cienki. Przynajmniej nie tak jak tutaj.
Prawie każdy przypadek wydaje się fikcyjny, dopóki dowody wideo nie udowodnią, że jest inaczej. Brutalność cię zaskoczy. Błędy organów ścigania budzą złość. Oglądasz z nadzieją, że zobaczysz na ekranie system korygujący skutki przestępstw. Trzymaj się tej nadziei.
Poprzednie sezony miały miejsce w całym kraju. Podobał mi się ten dystans. Zabójcy byli daleko. „Najgorszy sąsiad wszechczasów” zrujnował ten komfort. W szczególności zakończenie: „Egzekutor” (Egzekutor ).
Odcinek skupia się na Caroline Gerling, oszustce z Los Angeles. Musiała zniszczyć dowody związane ze zwłokami. Co zrobiła dla inspiracji? Oglądała pierwszy sezon serialu Breaking Bad. Pomijam większość szczegółów, bo sen jest dla mnie ważny. Ale tak, była beczka. Pełne kwasu. Laubzega. A w jej mieszkaniu jest dużo hałasu.
Apartament. W pobliżu miejsca, w którym piszę te słowa. Tylko kilka mil stąd.
Ten odcinek mnie złamał. Sprawił, że zaczęłam kwestionować swój nawyk. Służy także jako mrożące krew w żyłach przypomnienie, że kryzys zdrowia psychicznego w Ameryce nie zna granic. Przynajmniej nie fizyczne. Mieszka w twoim korytarzu.
Forma, treść i szare strefy etyczne
Blumhouse ma teraz na to receptę. Wiem, że to co piszę brzmi okropnie. Tak właśnie jest. Wykorzystują jednak animacje, nagrania z kamery ciała, narrację pierwszoosobową i wstawki informacyjne. Tworzy to coś, co jest jednocześnie zabawne, poruszające i pouczające.
Ludzie powinni rozmawiać o wyzysku, który ma tutaj miejsce. Przerażająca przemoc źle odbija się na oglądalności programów telewizyjnych. Rodziny ofiar nieustannie cierpią. Czy to oznacza szacunek? Być może nie. Ale ocaleni, którzy odważą się zabrać głos, robią to, aby uczcić pamięć tych, którzy zginęli. Dostarczają relacji z pierwszej ręki, które mogą pomóc widzom dostrzec znaki ostrzegawcze w ich chaotycznym życiu.
Odporność mnie zaskakuje. Pojawia się w każdym odcinku. Toksyczne relacje stają się śmiertelne. Nasilają się konflikty ze współlokatorami. Spory między sąsiadami dosłownie eksplodują. A jednak ludzki duch nie zawsze jest całkowicie złamany.
Jest nadzieja, głównie na końcu. Protokoły rozpraw sądowych. Uderzenie młotkiem. Czasem sprawiedliwość zostaje wymierzona, czasem opóźniona, często odmawiana. Wyroki nie zawsze odpowiadają przestępstwu. Serial wprawia w złość na prawo. Smutne dla tych, którzy wciąż dźwigają ten ciężar.
Czy nie o to właśnie chodzi? Patrzymy na horror. Wychodzimy wściekli. I może, może jutro będziemy bardziej uważni.
