Teraz jest rok 2024.
Nie w 2023 r., kiedy ostatni raz rozmawialiśmy. I nie wtedy, gdy istniał Bard – niech imię spoczywa w pokoju, przetrwało dłużej, niż ktokolwiek się spodziewał. Rozmowa była wówczas prosta: Google pozostawał w tyle. Przepaść była wyraźna. Niepokój był prawdziwy.
Ale jeśli dzisiaj zapytasz Pichai o tę lukę, odpowiedź zmieni się nie do poznania.
Nie waha się odpowiedzieć. Nie próbuje wygładzić ostrych krawędzi. Mówi wprost: już jesteśmy. Już nie nadążają. Siedząc przy tym samym stole z kilkoma innymi, którzy faktycznie przesuwają granicę do przodu.
Jednak niuanse mają znaczenie. W dziedzinie tak złożonej jak sztuczna inteligencja nie można po prostu ogłosić zwycięstwa za jednym zamachem. Pichai rozkłada sytuację na kawałki, które mają sens. W niektórych obszarach liderem jest Google. Tekst. Multimodalność. Głos. Rozumowanie. Ogólnie rzecz biorąc, ogólna inteligencja była silna we wszystkich obszarach. Bardzo zdolny.
Są też obszary, w których strzałka skierowana jest w dół.
Konkretnie agenty do programowania. Narzędzia. Wykonuj złożone instrukcje na długich dystansach. Pichai przyznaje, że są trochę w tyle. Żadnego zmiękczania. Żaden PR korporacyjny nie ukryje tego deficytu.
Jest to połączenie przywództwa i opóźnienia jednocześnie.
Jakie są ogólne wrażenia? Zaufanie? Ostrożność? Po trochu jednego i drugiego.
Pokazuje, że konsumenci, firmy i programiści odnoszą sukcesy. To nie tylko szum. Jest to działająca technologia, wypuszczona i używana na całym świecie. Bezwładność zmieniła się z „nadrabiania zaległości” na „utrzymywanie pozycji”.
Być może nawet wraz z postępem w niektórych obszarach.
Ciężko pracują, aby wypełnić lukę w agentach programistycznych. To jest ich obietnica. Jednak w tej chwili stanowisko to wydaje się raczej zasłużone niż stwierdzone.
Kto w ogóle definiuje, czym właściwie jest „granica”?
